Carter Lowe Twórca, przedsiębiorca i adwokat samoopieki
Czas czytania: 4 min

Zasady rozgrywek

Nie można żyć bez napiętych sytuacji w relacjach z osobą. Jak wyjść z kłótni z najmniejszymi stratami? Jak poprawnie kłócić się, aby pojedynek zakończył się seksem pojednawczym?

Nie można żyć bez napiętych sytuacji w relacjach z osobą, chyba że w idealnym Wszechświecie. Autor proponuje zasady, które pomogą uczynić kłótnię bardziej „przyjazną środowisku”, „bezkrwawą” i wyjść z niej „z mniejszymi stratami”.

A teraz, w pościgu, podzielę się tym, jak się kłócimy. Jeszcze wczoraj mieliśmy dużo pracy i mam nadzieję, że to doświadczenie pomoże komuś podążać ścieżką w inny sposób. Nawet nie wiem jak: bardziej przyjazny dla środowiska? bardziej bezkrwawy? z mniejszą stratą? Nie, nie mogę życzyć komuś mniej strat, niech każdy straci dokładnie to, co musi stracić. Dlatego bez życzeń: oto nasze doświadczenie, weź to, czego potrzebujesz.

W ciągu pięciu lat randek i trzech lat małżeństwa zgromadziliśmy dobre doświadczenia w kłótniach. Regularnie przeklinamy, rozstaliśmy się z rzeczami dwa razy. Nasze kłótnie kończą się większą intymnością, gdy przeszkody w naszym związku płoną w ogniu. Nie chcę rzucać tagami, mówią, że jesteśmy szczęśliwą parą, kochamy się - nie bardzo rozumiem. Ogólnie wszystko, podobnie jak ludzie, nadal jesteśmy razem, a nasza historia toczy się razem. To mi wystarczy.

Wszystko może być powodem do kłótni, nie ma sensu o tym mówić. Temat kłótni w głębinach zawsze sprowadza się do tego samego: „Za mało mnie kochasz”. I chociaż nigdy nie wypowiadamy tych słów, myślę, że ten temat stoi za wszystkimi kłótniami ludzi.

Najciekawsze jest to, jak dochodzi do kłótni.

Rozpoczyna się napięciem. Jedna z nas zostaje zraniona i staje w jej obronie. Jest uraza, ochłodzenie, bliskość, zadziory. Ok, zaczęło się napięcie.

Lepiej mówić od razu, inaczej napięcie najprawdopodobniej wzrośnie, a później będziesz musiał jeszcze mówić, ale dłużej. Jednocześnie nie ma sensu rozmawiać z żywą raną lub gdy któraś z nas jest w jakiś sposób osłabiona, na przykład na pusty żołądek lub w pierwszym dniu miesiączki. Nie będzie rozmowy, ale walki, będzie jeszcze więcej ran, potem wczołgaj się z powrotem do okopów i wytrzymaj rozmowę. Chociaż z drugiej strony w walce możesz wyrzucić stare rany, głęboko ukryte szkielety, a to może być bardzo przydatne. Pytanie jakim kosztem.

W każdym razie musimy mówić. Moim zdaniem dialog jest głównym warunkiem związku. Jeśli zgubi się dialog na co najmniej jeden temat, związek prawdopodobnie się rozpadnie.

Naprawdę nie wierzę w domyślne przebaczanie i akceptację. Najpierw musisz się wytłumaczyć, a potem wybaczyć i zaakceptować, że dzieje się to samo z siebie, jeśli jest miłość, prawdopodobnie.

Tak więc nasz demontaż zaczyna się od wyrażenia: „porozmawiajmy”. Oznacza to, że oboje są gotowi i chcą się wytłumaczyć. To bardzo ważne: obaj, chcą, są gotowi. Jeśli nie ma jednej rzeczy, lepiej odłożyć, będzie to niepotrzebnie bolesne.

Ból jest konieczny i pożyteczny, ale jeśli jesteś na niego gotowy.

Następnie przypominamy sobie podstawowe zasady rozgrywania kart.

Pierwsza zasada: nie szarp ani nie szturchaj (z serii „taki jesteś, ja taki jestem”). Relacje to „my”. Weszliśmy do nich z własnej woli, chcemy je kontynuować i nikt nie jest winny. Dwie osoby tańczą tango. Możesz ocenić związek, ale nie siebie, a nie swojego partnera. Bardzo ważne jest, aby od samego początku chronić się nawzajem przed oskarżeniami. A jeśli jedno z nas ześlizgnie się tam („to wszystko dlatego, że ty…”), drugie ma prawo delikatnie przypomnieć sobie pierwszą zasadę.

Druga zasada: powiedzieć: „Czuję się tak i tak”. To znaczy mówić o sobie i tylko o sobie. Nie interpretuj tego, co mówi drugi, nie atakuj jego punktu widzenia lub uczuć („to, co mówisz, to kompletna bzdura, wszystko było nie tak”), nie przeszkadzaj mu mówić („przestań, słyszałem już sto razy już"). Jednocześnie mów o sobie tylko o związku, a nie o innym („czuję, że jesteśmy”, ale nie „czuję, że jesteś”).

Jeśli uda nam się mówić wyraźnie, 80% naszych kłótni kończy się na tym etapie i zamienia się w seks. Bo pasja chwili pozostaje, a ingerencja znika, a co z tą pasją zrobić?

Jeśli nie, przejdź dalej.

Trzecia zasada: wyrażaj braki w związku tak, jak chciałbyś je widzieć i co sam jesteś gotów w tym celu zrobić. Trochę spojrzenia w przyszłość, trochę marzenia, ale znowu gadanie tylko do siebie. To otwiera drogę do przodu i nawet jeśli jeszcze nie wszystko zostało powiedziane, rozstajesz się po upewnieniu się o dobrej woli innych. Wtedy świat powróci, jeśli nie teraz, to rano.

I wreszcie o miłości. Naprawdę nie wiem, co to jest, ale wydaje mi się, że czasami czuję ją dla Ayuny jak skałę na środku oceanu. Kiedy na morzu jest burza (kłótnia), nie widać jej, ale gdy tylko fale się cofają, staje się naga i stoi samotnie na środku oceanu, niewzruszona, jak poprzednio. A potem wszelkie kłótnie i awantury wydają się śmieszne w porównaniu z chęcią przytulenia. I przytulam się.

Autor: ihavesage