Carter Lowe Twórca, przedsiębiorca i adwokat samoopieki
Czas czytania: 18 min

Milioner z ulicy. Jak zamienić wady w zalety?

Zasada „od szmat do bogactwa” często spotykana w amerykańskich biografiach. Jeśli chcesz iść w górę, lepiej zacząć od dołu.

Zasada „od szmat do bogactwa”, często spotykana w amerykańskich biografiach, została z czasem poddana dwóm różnym interpretacjom. Wersja dziewiętnastowieczna kładła nacisk na niedociągnięcia, które miały zostać zrekompensowane w przyszłości. Jeśli chcesz dostać się na szczyt, lepiej zacząć od dołu: w ten sposób zdobędziesz niezbędne umiejętności i motywację do odniesienia sukcesu. W dzisiejszych czasach nie uczymy się od ubóstwa, unikamy go.

1. Od szmat do bogactwa

Sidney Weinberg urodził się w 1891 r. jako syn Pincusa Weinberga, polskiego handlarza alkoholami i przemytnika na Brooklynie. Oprócz Sydney rodzina miała jeszcze dziesięcioro dzieci. Według nowojorskiego pisarza I. J. Kahn, Sidney był bardzo niski i dlatego „był w ciągłym niebezpieczeństwie połknięcia przez imponujące krzesła”.

Sidney wymówił swoje nazwisko „Vine-boy”. Ukończył szkołę w wieku 15 lat. Miał bliznę na szyi po walce na noże, która miała miejsce we wczesnym dzieciństwie, kiedy sprzedawał wieczorne gazety na Hamilton Avenue. To jest koniec promu z Manhattanu na Brooklyn.

W wieku 16 lat trafił na Wall Street i nie mógł oderwać oczu od „pięknych wysokich budynków”, jak później wspominał. Zaczynając od najwyższego piętra jednego z budynków, pytając w każdym biurze: „Czy potrzebujesz faceta do jakiejkolwiek pracy?” Schodząc w dół iw dół, pod koniec dnia dotarł do małego domu maklerskiego na trzecim piętrze. Tam była zamknięta. Sidney wrócił następnego ranka. Kłamał, że dzień wcześniej zaproponowano mu, że będzie asystentem woźnego za trzy dolary tygodniowo, i kazał wracać rano. Mała firma maklerska nazywała się Goldman Sachs.

Od tego momentu książka Charliego Ellisa, Partnerships: Building Goldman Sachs, opisuje błyskawiczny wzrost popularności Weinberga. Weinberg został wkrótce przeniesiony na pocztę, którą szybko zreorganizował. Sasha wysłał go do college'u biznesowego na Brooklynie, aby studiował kaligrafię. Do 1925 roku firma kupiła mu miejsce na giełdzie nowojorskiej. W 1927 został wspólnikiem. Do 1930 roku był komplementariuszem, a przez kolejne 39 lat – aż do swojej śmierci w 1969 roku – Weinberg był ikoną Goldman Sachs, przekształcając firmę z potencjalnego wspólnika z klasy średniej w czołowy bank inwestycyjny na świecie.

2. Czy ubóstwo jest dobre?

Zasada „od szmat do bogactwa”, często spotykana w amerykańskich biografiach, była z biegiem czasu poddawana dwóm różnym interpretacjom. Wersja dziewiętnastowieczna kładła nacisk na niedociągnięcia, które miały zostać zrekompensowane w przyszłości. Jeśli chcesz iść w górę, myśli spacerowicz, znacznie lepiej zacząć od dołu: w ten sposób zdobędziesz wszystkie niezbędne umiejętności i motywację, aby osiągnąć sukces w przyszłości. „Przedsiębiorcy z Nowego Jorku wolą zatrudniać ludzi ze wsi, ponieważ uważa się, że pracują ciężej, bardziej zdeterminowani, posłuszni i życzliwi niż rdzenni nowojorczycy” , napisał Irving J. Willey w swoim opracowaniu Self Made People of America (1954). Andrew Carnegie, którego osobista historia wyznaczyła kierunek dziewiętnastowiecznym karierowiczom, twierdził, że urodzenie się, wychowanie i wychowanie w szkole ubóstwa to wielka korzyść. Według Carnegie: „Nie od dzieci milionerów czy honorowych członków społeczeństwa świat przyjmuje swoich nauczycieli, męczenników, wynalazców, menedżerów, poetów czy nawet biznesmenów. Wszyscy wychodzą z królestwa ubóstwa, które daje im wszystkie te możliwości”.

Dziś prowadzi odwrotna koncepcja: jesteśmy przyzwyczajeni do łączenia sukcesu i postępu w jego kierunku z korzyściami społecznymi i gospodarczymi, z finansowym wsparciem tych warunków. Wszystkie mechanizmy mobilności społecznej (stypendia, udziały społeczne, kredyty hipoteczne) związane są z przekształcaniem biednych z „outsiderów” w „insiderów” – z przegranych w ludzi sukcesu; ocal ich od ubóstwa.

W dzisiejszych czasach nie uczymy się od ubóstwa, unikamy go, a książka taka jak historia Ellisa w Goldman Sachs jest niemal idealnym przykładem zrozumienia, jak działa mobilność społeczna. Sześćset stron książki Ellisa jest poświęconych firmie, która symbolizuje złotą erę Wall Street. Od boomu lat 80. po kryzys bankowy ostatniej dekady, Goldman sprowadził na Wall Street nienagannych członków społecznej i ekonomicznej elity, gdzie dokonują fantastycznie skomplikowanych transakcji i gromadzą ogromne fortuny. Kiedy jednak otwierasz 72. stronę książki – rozdział opowiadający o latach Sidneya Weinberga – wydaje się, że wkraczasz w inną epokę. Człowiek, który stworzył Goldman Sachs, jakiego znamy, był biednym, niewykształconym członkiem pogardzanych mniejszości – a jego historia jest tak zabawna, że ​​być może tylko Andrew Carnegie może ją zrozumieć.

3. Bycie w mniejszości

Weinberg nie był magikiem finansowym. Jego cuda były raczej społeczne. W okresie swojej świetności Weinberg pełnił funkcję prezesa 31. rady dyrektorów firmy. Uczestniczył w 250 posiedzeniach zarządu lub komisji rocznie, aw wolnym czasie często parował w łaźni tureckiej w hotelu Baltimore z kimś takim jak Robert Woodruff z Coca-Coli lub Bernard Gimbel z Gimbel. Podczas Wielkiego Kryzysu Weinberg służył w dziale doradczym i radzie urbanistycznej Franklina Roosevelta, a F. D. R. nazwał go politykiem za umiejętność pojednania walczących stron. W czasie wojny był wiceprzewodniczącym wojskowego komitetu żywnościowego, gdzie znany był jako Porywacz zwłok ze względu na sposób, w jaki przekonywał młodych biznesmenów do przyłączenia się do działań wojennych. Weinberg wydawał się być pierwszym, który przekonywał młodych przedsiębiorców do wspólnej pracy w czasie wojny, udowadniając, że to najpewniejszy sposób - teraz pozyskać lojalność konsumentów, tak aby działała na nich dalej, w okresie powojennym.

Kiedy firma Ford Motors Company zdecydowała się wejść na giełdę w połowie lat 50., w ramach wciąż jednej z największych transakcji w historii, dwa główne działy tej niezwykle złożonej transakcji — rodzina Forda i Fundacja Forda —chciał pozwolić Weinbergowi poprowadzić sprawę. Był panem Wall Street. Nie ma prawie żadnych wybitnych dyrektorów korporacji, o których Weinberg nie mógłby powiedzieć: „On jest moim bardzo bliskim przyjacielem…” Przemysłowcy, którzy chcieli uzyskać informacje o swoich konkurentach, niezmiennie przyjeżdżali do Weinberga, podobnie jak kupcy konsultują się w agencjach ratingowych.. Standardowe zakończenie większości jego rozmów telefonicznych brzmi mniej więcej tak: „Kto?… Oczywiście, że go znam. Wiem dobrze… byłem wiceministrem finansów… No dobra. Poproszę go, żeby do ciebie zadzwonił.

Ta towarzyskość jest dokładnie tym, czego oczekujemy od szefa banku inwestycyjnego. Wall Street — zwłaszcza klubowanie Wall Street na początku i w połowie XX wieku — było biznesem opartym na relacjach: tworzysz oferty produktów Continental Can, ponieważ znasz szefa Continental Can. Powszechnie uważa się, że w biznesie opartym na koneksjach elita ma niezaprzeczalną przewagę. Na tym tle nie postrzegamy już ubóstwa, jak w XIX wieku, jako czegoś pożytecznego. Idealnie więc, żeby robić interesy z Continental Can, trzeba znać szefa Continental Can, a najlepiej, żeby poznać szefa tej firmy, dobrze byłoby studiować z nim na Yale College.

Ale Weinberg tam nie studiował i nawet nie próbował wstąpić do kręgów elity. „Musimy to wyjaśnić”, powie. „Jestem tylko ignoranckim, niewykształconym dzieciakiem z Brooklynu”. Kupił skromny dom w Scarsdale w 1920 roku i mieszkał tam do końca życia. Jechał metrem. Weinberg będzie nazywał swoją szkołę publiczną Princeton i żartobliwie kupował klucze Phi Beta Kappa w lombardzie i zostawiał odwiedzających jako pamiątki. Roosevelt tak bardzo cenił jego umiejętności i wiedzę, że chciał mianować go ambasadorem w Związku Radzieckim, a jego kontakty na Wall Street były tak rozległe, że jego telefon nigdy się nie urwał. Ale przy każdej okazji Weinberg przypominał swojej świty, że znajduje się po drugiej stronie barykad.

Na jednym ze spotkań rady, pisze Ellis, „była bardzo nudna, głupia prezentacja ze szczegółowymi statystykami. Liczby, liczby, liczby. Kiedy nerdowski prezenter w końcu zatrzymał się, by odpocząć, Weinberg zerwał się, machając wyzywająco papierami i krzyknął: „Bingo!”

Najlepsza strategia dla imigranta, zgodnie ze znanym przysłowiem, to „myśleć w jidysz i ubierać się jak Brytyjczycy”. Weinberg właśnie to zrobił.

Dlaczego ta strategia zadziałała? To jest wielka tajemnica kariery Weinberga i bardzo trudno nie dojść do wniosku, z którego wyciąga Carnegie: są takie momenty w historii, kiedy bycie outsiderem oznacza bycie insiderem w przyszłości. Nietrudno sobie wyobrazić, na przykład, że szefowi Continental Can bardzo podobało się to, że Weinberg pochodził „znikąd”, podobnie jak nowojorscy pracodawcy wolą facetów z przedmieścia. Weinberg pochodził z Brooklynu; jak mógł nie być doskonały?

Pochodzenie Weinberga pozwoliło mu również na odgrywanie klasycznej roli „mniejszościowej klasy średniej”. Socjologowie twierdzą, że jednym z powodów, dla których Persowie w Indiach, Azjaci Zachodni w Afryce, Chińczycy w Azji Południowo-Wschodniej, Libańczycy na Karaibach odnosili takie sukcesy wśród reszty mieszkańców, jest to, że nie są oni związani ze społecznościami, w których pracowali. Jeśli jesteś Malezyjczykiem w Malezji, Kenijczykiem w Kenii lub Afroamerykaninem w Watsa i chcesz iść do pracy w sklepie spożywczym, na pewno zaczniesz od problemów: masz przyjaciół i krewnych, którzy chcą pracy lub zniżka. Nie możesz powstrzymać sąsiadów od zaciągania pożyczki za pożyczką, ponieważ są oni twoimi sąsiadami, a twoje życie towarzyskie i biznesowe są ze sobą powiązane. Oto jak antropolog Brian Foster opisuje handel w Tajlandii:

„Trudno byłoby kupcowi, który był związany tradycyjnymi obowiązkami społecznymi i ograniczeniami, rozpocząć tradycyjny biznes. Gdyby na przykład był pełnoprawnym mieszkańcem wsi i podlegał ograniczeniom społecznym, całkiem logiczne jest, że byłby hojny na prośby potrzebujących współpracowników. Byłoby mu trudno odmówić pożyczek i równie trudno byłoby ściągnąć długi...

Ci, którzy nie są częścią społeczeństwa (jak wspomniani Chińczycy w Azji Południowo-Wschodniej, Libańczycy na Karaibach itp. - W przybliżeniu na) nie mają tych ograniczeń. Osoba należąca do takiej grupy swobodnie dzieli relacje finansowe i społeczne. Potrafi nazwać zły dług złym długiem, a złego gościa złym gościem, nie martwiąc się o społeczne konsekwencje takiej uczciwości”.

Weinberg miał tę cechę i wydaje się, że to przyciągało dyrektorów wykonawczych, którzy go zatrudniali. Prezes General Foods otwarcie stwierdził: „Sidney wydaje się być jedyną znaną mi osobą, która w trakcie spotkania może powiedzieć to, co kiedyś powiedział: „Myślę, że się mylisz” i jakoś sprawia, że ​​myślę, że to komplement ”. To, że Weinberg potrafi zamienić uwagę w komplement, jest konsekwencją jego uroku. A fakt, że potrafi wypowiedzieć swoją uwagę, kiedy przyjdzie mu do głowy, jest konsekwencją jego pozycji społecznej. Nie możesz powiedzieć prezesowi General Foods, że jest idiotą, gdybyś był jego kolegą z klasy w Yale. Ale możesz to zrobić, jeśli jesteś synem Pinkusa Weinberga z Brooklynu. Mówienie prawdy jest łatwiejsze z pozycji kulturowego dystansu.

Ellis mówi o Weinbergu:

„Krótko po tym, jak został wybrany na szefa General Electric, Philip D. Reed zaprosił Weinberga do reprezentowania grupy na bankiecie w Waldorf Astoria ”. Przedstawiając go swoim kolegom, Reid wyraził nadzieję, że pan Weinberg czuje to samo co on. „Ten GM jest największym instrumentem największego przemysłu w największym kraju na świecie”. Weinberg wstał. „Zgadzam się z opinią o największym kraju” – zaczął. „I myślę, że nawet kupię ten temat w największej branży. Ale fakt, że GM jest największym biznesem w tej dziedzinie - niech mnie szlag, ale nie będę tego tak nazywał, dopóki nie dostanę lornetki. Potem znowu usiadł, tym razem przy głośnym aplauzie.

Brak szacunku Weinberga był nadal kochany w GM. Podczas II wojny światowej do Białego Domu odwiedził wysoki rangą urzędnik, admirał Jean-Frenchose Darlan. Darlan był klasycznym francuskim wojskowym o wielkiej mocy i uważano, że sympatyzował z nazistami. Oficjalnie stwierdzono, że Darlan nawiązał więzi z sojusznikami i wszyscy w to wierzyli, z wyjątkiem Weinberga. Outsiderzy mogą dość spokojnie powiedzieć, czego boją się inni, a jednocześnie na pewno zdobędą wszystkich wokół siebie. „Kiedy nadszedł czas pożegnania”, pisze Ellis, „Weinberg, wychodząc z pokoju, sięgnął do kieszeni i wyjął 25-centową monetę i wręczył ją nienagannie ubranemu admirałowi ze słowami: „Hej, koleś, podwieź mnie."

Pomysł, że osoby z zewnątrz mogą czerpać korzyści ze swojej pozycji, jest sprzeczny z naszym rozumieniem. Powiedzenie „Myśl jidysz, działaj po brytyjsku” sugeruje, że osoba z zewnątrz może być biegła w ukrywaniu różnic. Ale w historii zdarzały się przypadki, kiedy mniejszości odnosiły korzyści, podkreślając, a nawet wyolbrzymiając swoje różnice. Jurij Slezkine, historyk z Berkeley, twierdzi w swojej książce The Jewish Age (2004), że jidysz ewoluował w nietypowy sposób: badając jego formę i strukturę, uświadamiamy sobie jego całkowitą i fundamentalną sztuczność – jest to język ludzi, którzy są zainteresowani słowami Slezkine'a w: podkreślając ich odrębność i samoobronę.

Antropolog L. A. Peter Goslin, prowadząc prace badawcze, nie tylko przestudiował życie rdzennej ludności w malezyjskiej wiosce, ale także obserwował właściciela lokalnego sklepu – Chińczyka, który „dobrze przymierzył kulturę malajską i okazał się skrupulatnie wyczulony na malajów w wiele aspektów, w tym codzienne noszenie sarongu, cisza i uprzejmość w mowie malajskiej, skromne i przyjazne maniery. Jednak w czasie, gdy trzeba było wyjść na pola i żniwa, wkładał chiński garnitur szorty i podkoszulek, mówił znacznie mocniej i postępował, jak powiedział pewien malezyjski rolnik, „prawie jak chiński." Takie zachowanie świadczyło o tym, że nie będzie postrzegany jako zwykły Malaj, od którego można oczekiwać hojności lub preferencyjnych warunków kredytowych.

Książka Ellisa powtarza historię Weinberga opisaną przez Lisę Endlich: Goldman Sachs: A Culture of Success (1999). Lisa z kolei powtarza historie o Weinbergu w odniesieniu do Kahna, a Kahn wskazuje na historie opowiadane przez Weinberga i jego przyjaciół. Ale wtedy zdajesz sobie sprawę, że to tak naprawdę tylko historie: anegdoty stworzone tylko po to, by wzbudzić zainteresowanie.

Ellis pisze:

„Przyjaciel opowiadał o Weinbergu na przyjęciu u Morgana, gdzie miała miejsce następująca rozmowa: „Panie Weinberg, zakładam, że służył pan na ostatnim wojna?"

- "Tak proszę pana, byłem na wojnie - w marynarce wojennej". „A komu tam służyłeś?” „Kucharz drugiej klasy”.

Morgan był zachwycony.”

Oczywiście, Morgan nie był pod wrażeniem. Zmarł w 1913 r., przed wybuchem I wojny światowej, o czym była mowa powyżej. Tak więc z powodu swojej śmierci nie mógł wydać żadnego obiadu, ale dla Weinberga korzystne jest stwierdzenie, że coś takiego mogło się zdarzyć. I chociaż Weinberg zaczynał jako kucharz (z powodu słabego wzroku), szybko awansował na wyższe sfery inteligencji marynarki wojennej, a następnie spędził większość wojny prowadząc inspekcje wszystkich statków, które przypłynęły na posterunek w Norkfolk. Ale nie wspomina się o tym w mitach o Weinbergu, aby nie zniszczyć stworzonego obrazu.

Oto kolejny przykład:

„Spadkobierca dużej fortuny handlowej spędził kiedyś noc w Scarsdale z Weinbergiem. Gdy gość położył się spać, Weinberg i jego żona, czyszcząc szklanki ze stołu i opróżniając popielniczki (jedynym zatrudnionym pracownikiem w ich domu był kucharz), zauważyli, że gość zostawił garnitur i buty przed restauracją. drzwi do sypialni. Weinberg zabrał rzeczy do kuchni i po umyciu butów i wyczyszczeniu garnituru odłożył je z powrotem. Następnego dnia, wychodząc, gość wręczył Weinbergowi pięć dolarów i poprosił, aby przekazał je służącemu, który tak znakomicie dbał o jego garderobę. Weinberg podziękował mu i schował pieniądze.

Chciałbym zauważyć, że zakładamy, iż spadkobierca jadał obiad w skromnej rezydencji Weinberga w Scarsdale i nigdy nie widział służącego, ani nie widział go rano, niemniej jednak był przekonany, że sługa był w domu. Myślał, że służący ukrywa się w toalecie? Ale to, o czym mówimy, to dokładnie ta historia, którą Weinberg musiał opowiedzieć, a jego publiczność usłyszeć.

​​

4. Większość przedsiębiorców nie uczyła się dobrze

Jedno jest stwierdzenie, że bycie outsiderem jest strategicznie korzystne. Ale Andrew Carnegie poszedł dalej. Uważał, że bieda jest lepszym przygotowaniem do sukcesu niż bogactwo; czyli innymi słowy, kompensacja braku czegoś jest bardziej pożyteczna, rozwijająca niż powiększanie korzyści.

Idea ta jest zarówno jasna, jak i niezrozumiała. Zwłaszcza biorąc pod uwagę absurdalny fakt, że wielu odnoszących sukcesy przedsiębiorców ma problemy z nauką. Paul Orfaleia, założyciel sieci Kinko, był uczniem grupy „D” (analogicznie do naszych uczniów D i C. – ok. per.), Oblał dwie klasy szkoły podstawowej, został wydalony z czterech szkół i ukończył edukacja w ostatniej klasie liceum (amerykańskie liceum - „liceum” - odpowiednik rosyjskiego liceum, innymi słowy edukacja Paula Orfaleya ograniczała się tylko do programu szkolnego. „W trzeciej klasie jedynym słowem, które potrafiłem przeczytać, było „to” — mówi — „i śledziłem, gdzie grupa czytała, przechodząc od jednego „tego” do następnego”. Richard Branson, brytyjski miliarder i założyciel imperium Virgin, porzucił szkołę po zmaganiach z czytaniem i ortografią. „Zawsze byłem jednym z najgorszych w klasie” – powiedział. John Chambers, który zbudował firmę Cisco z Doliny Krzemowej o wartości 100 miliardów dolarów, w ogóle nie potrafi czytać e-maili. Jeden z pionierów w branży telefonii komórkowej, Craig McCaw, jest dyslektykiem, podobnie jak Charles Schwab, założyciel domu maklerskiego ze zniżkami, który nosi jego imię. Kiedy profesor szkoły biznesu Julie Logan przeprowadziła ankietę wśród amerykańskich właścicieli małych firm, odkryła, że ​​35 procent z nich zidentyfikowało się jako osoby z dysleksją.

Bardzo ciekawe statystyki. Dysleksja wychwytuje te same umiejętności, które leżą u podstaw umiejętności zarządzania współczesnym światem. Wydaje się, że Schwab i Orfalea, Chambers i Branson zrekompensowali swoją niepełnosprawność w taki sam sposób, w jaki Carnegie wierzy, że ubóstwo jest rekompensowane. Ze względu na nieumiejętność czytania i pisania rozwinęli doskonałe umiejętności komunikacji i rozwiązywania problemów. Ponieważ musieli prosić o pomoc innych, aby poruszać się po świecie listów, stali się świetni w przekazywaniu władzy. W jednym z brytyjskich badań 80 procent przedsiębiorców z dysleksją w liceum było kapitanami drużyn sportowych, a z tych przedsiębiorców, którzy nie cierpieli na taką chorobę, tylko 27 procent było w przeszłości kapitanami. Osoby te rekompensowały swoje braki w nauce doskonałymi umiejętnościami społecznymi, a gdy podjęli pracę, umiejętności te dawały im wszelkie możliwości szybkiego i żywiołowego startu. „Jako dziecko nie byłam pewna siebie” – powiedziała kiedyś Orfalea w wywiadzie. „Ale tak będzie najlepiej. Jeśli często jesteś odrzucany w życiu, wymyślasz, jak to zrobić w inny sposób.

Nie ma wątpliwości, że bardzo nieprzyjemnie jest nam słyszeć, że ludzie tacy jak Schwab i Orphaley wykorzystują ich wady. Choć ich sukces był imponujący, nikt z nas nie posunąłby się tak daleko, by życzyć sobie dysleksji dla własnych dzieci. Jeśli nieproporcjonalna liczba biznesmenów ma dysleksję, to samo można powiedzieć o więźniach. System, w którym ludzie rekompensują swoje wady, wyda nam się zbyt darwinowski. Silni stają się silniejsi, a słabi słabsi. Mężczyzna, który chełpi się chodzeniem boso 11 mil do szkoły, teraz każdego ranka jeździ swoim SUV-em 10 przecznic od swoich wnuków.

W dzisiejszych czasach zaczynamy wierzyć, że najlepszą drogą do sukcesu naszych dzieci jest starannie opracowany program edukacyjny: „najlepsze” szkoły, najwyżej wykwalifikowani nauczyciele, najmniejsze klasy, najbardziej różnorodna kolorystyka w zestawie malarskim. Ale wystarczy spojrzeć na kraje, w których uczniowie przewyższają swoich amerykańskich rówieśników — pomimo dużych sal lekcyjnych, zrujnowanych szkół i małych budżetów — by się zdziwić, że nasze masowe zauroczenie zaletami zalet nie jest tak proste, jak teoria Carnegiego o zaletach wad.

E. J. Kahn w swojej pracy wspomina historię opowiedzianą przez Averela Harrimana o menedżerze, który zrezygnował po zatrudnieniu Weinberga. To właśnie w Sunny Valley, w ośrodku narciarskim Hariman, był obecny, według Kahna, Weinberg, który nigdy wcześniej nie jeździł na nartach:

Kilku prezesów firm wspólnie założyło 25 dolarów, że Weinberg będzie w stanie odjechać z najbardziej stroma i najdłuższa trasa w okolicy. Weinberg miał około pięćdziesiątki, ale wciąż był sobą. „Skorzystam z pomocy instruktora o imieniu Franz, trochę lub trochę Fritza i ćwiczę przez 30 minut” – powiedział. „Wtedy wejdę na szczyt góry. Zejście zajmie mi około pół dnia, a skończę swoją trasę tylko jedną nartą, a potem kolejne dwa tygodnie będę czarno-niebieski, ale ten argument wygram.

Jest to przykład tego, jak biała elita, na tle górskiej idylli, poddaje małego Żyda z Brooklynu w szkołę z internatem. Ale to tylko kolejna sztuczka Weinberga, ponieważ historia jest opowiadana w świetle determinacji dzieciaka z Brooklynu, który sprzeda swoją duszę, aby wygrać tę kłótnię z uśmiechającymi się dyrektorami generalnymi. Można sobie wyobrazić, że Weinberg opowiedział ten incydent najpierw swojej żonie, a dopiero potem przyjaciołom w łaźni parowej Baltimore. A kiedy obudził się następnego ranka w swoim łóżku, ta historia mogła mu się przytrafić, ponieważ czasami upokorzenie jest po prostu dobrą okazją, by w odpowiednim momencie zachowywać się zupełnie nieoczekiwanie.

20 lat później Weinberg odniósł swoje największe zwycięstwo, oferując publiczną ofertę Ford Motors Company, która została oczywiście założona przez tego wytrawnego antysemity, Henry'ego Forda. Czy kwestia żydowska dotknęła serca Weinberga? Może tak. Ale prawdopodobnie rozumiał, że za plotką, że Żydzi kontrolowali wszystkie banki, kryła się bardzo jasna idea, że ​​Żydzi byli dobrymi bankierami. Jeśli pierwszy był używany jako upokarzający stereotyp, to za pomocą drugiego można było pozyskać kilku nowych klientów, jeśli oczywiście pracowałeś głową. Jeśli chcesz zbudować imperium, musisz pracować z tym, co masz.

5. Więcej Weinbergów, mniej sadzonek

I wojna światowa. Goldman był germanofilem, co oznacza, że ​​sprzeciwiał się pomaganiu aliantom w wojnie. (I to ten sam Henry Goldman, który później kupił 12-letniemu Yehudi Menuhinowi skrzypce Stradivari i podarował Albertowi Einsteinowi jacht). Bracia Sash, Walter i Arthur, desperacko szukali zastępstwa i ostatecznie zdecydowali się na młodego mężczyznę o imieniu Waddill Kutchings, bliskiego przyjaciela Arthura z Harvardu. Pracował dla Sullivan & Cromwell, jedna z wielkich i arystokratycznych firm prawniczych na Wall Street. Miał za sobą doświadczenie przemysłowe, kilka reorganizacji firmy i „co najważniejsze”, jak pisze Ellis, „Cutchings był jednym z najbardziej utalentowanych, miłych, czarujących, dobrze wykształconych i rzeczowych ludzi na Wall Street”.

Śmiałym pomysłem Catchings było stworzenie ogromnego funduszu inwestycyjnego o nazwie Goldman Sachs Trading Corporation. Był prekursorem dzisiejszych funduszy hedgingowych; miał za zadanie skupować duże pakiety akcji posiadane przez grupy korporacji. Fundusz początkowo miał 25 milionów dolarów, ale potem Catchings, podczas boomu lat dwudziestych, podwoił je do 50 milionów, a potem znowu do stu. Następnie połączył Fundację Goldmana z inną fundacją i dodał dwa dotowane fundusze powiernicze, w wyniku czego G. S. T. C. stał się właścicielem aktywów o wartości pół miliarda dolarów.

„Walter i Arthur Sasch podróżowali po Europie latem 1929”, pisze Ellis. „We Włoszech dowiedzieli się o transakcjach, które Kutchings dokonał na własną rękę, i Walter Sasch zaczął się martwić. Po powrocie do Nowego Jorku natychmiast udał się do apartamentu Kutchingsa w hotelu Plaza, aby nalegać na bardziej ostrożne zachowanie. Ale Kutchings, wciąż w euforii rynku bankowego, był niewzruszony. – Twój problem, Walterze, polega na tym, że nie masz wyobraźni – powiedział.

A potem nastąpił upadek rynku finansowego. Akcje G. S. T. C., których notowania wynosiły 326 USD, spadły do ​​1,75 USD za akcję. Stolica Goldmana została zniszczona. Firma została zalana procesami sądowymi, z których ostatni został zamknięty dopiero w 1968 roku. Eddie Kantor, jeden z najsłynniejszych komików tamtych czasów i oszukany inwestor tego funduszu, zdradził szanowane nazwisko Goldmana w innym tonie: „Powiedzieli mi, żebym kupował akcje na starość… i to działało dobrze. Przez ostatnie sześć miesięcy czułem się jak bardzo stara osoba”. Połowów usunięto z biura. „Niewiele osób może odnieść sukces” – podsumowuje Walter Sasch. – I nie był jednym z nich. Przywileje nie przygotowały sadzonki na kryzys. Następnie bracia Sash zastąpili Kutchingsa człowiekiem, który nie miał żadnych przywilejów, a może teraz widzimy efekty tej mądrej decyzji? Może Wall Street potrzebuje mniej Waddilla Kutchinga, a więcej Sidneya Weinberga? Autor: Malcolm Gladwell